Obudziłam się z krzykiem. Znów powracający we śnie koszmar. ON. Jego podły uśmiech. Radość w oczach, mój ból. Mój strach, jego szczęście. Błysk ostrza przed oczami. Wrzask. Paraliżujący. Pustka, nicość, wielka, czarna otchłań zabierająca wszystko. Mój oddech był bardzo niespokojny. To nie pierwszy raz gdy śni mi się to. Możliwe, że w dzieciństwie mogło coś się zdarzyć, jednak nic nie mogłam sobie przypomnieć. Uspokoiłam się, po czym powoli wstałam. Wzięłam do ręki mój telefon: cholera, zaspałam! To podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Szybko nałożyłam na siebie legginsy oraz sweterek, zgarnęłam plecak i zbiegłam na dół. Na kuchennym blacie znajdowała się kartka od mamy.
"Viv, mam zlecenie, wrócę jutro rano. Pieniądze masz w szafce, powodzenia. Mama." Przyswoiłam wiadomość, chwyciłam jabłko i wyszłam. Do szkoły dotarłam w trakcie drugiej lekcji. Stwierdziłam, że nie opłaca wchodzić mi się do sali w połowie lekcji, dlatego wolałam poczekać. W automacie kupiłam coś słodkiego, a następnie poszłam na trybuny boiska szkolnego. Były puste, cisza i spokój. Nie było jednak mi to dane, na swoim ramieniu poczułam dotyk. Leniwie otworzyłam oczy, przed którymi ukazał się przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych lokach. Był wysoki.
- Zasłaniasz mi moje ciepło. - Mruknęłam, zamykając ponownie oczy. Chłopak przysunął się tylko po to, aby chwilę później zająć miejsce obok.
- Najmocniej przepraszam, nie miej mi tego za złe, ale są lekcje a Ty siedzisz tu... wagarowiczka. - Oznajmił wesoło chłopak, bacznie mi się przyglądając. Peszył mnie jego wzrok, czułam go na całym ciele.
- Poza tym jestem Greg. Zdradź mi swoje imię, ślicznotko. - Na jego słowa prawie zakrztusiłam się śliną, jednak puściłam jego słowa w niepamięć.
- Cześć, jestem Vivienne. - Odpowiedziałam mu, widząc jego pytający wzrok. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, wolałam myśleć.
- Jesteś chyba nowa, nie widziałem Cię tu. Pierwszak? - Greg uniósł lewą brew znając odpowiedź. Odpowiedziałam skinięciem głowy.
- A Ty? Czemu nie jesteś na lekcjach? - Zaśmiałam się, kierując wesoły wzrok ku chłopakowi.
- Wiesz, nie mam ochoty zasypiać na lekcji o poezji, to nie moja bajka. Jestem sportowcem, mam trening po lekcjach. Jeśli zechcesz możesz popatrzeć.
Nie miałam nic do roboty, dlatego przystałam na jego propozycję. Pomimo wcześniej reakcji, polubiłam Grega. Nadawaliśmy na tych samych falach, mieliśmy mnóstwo tematów do rozmowy. Postanowiliśmy kiedyś wyjść na miasto.
Kątem oka dostrzegłam znajomą blond czuprynę. Patrzył na nas, widziałam na jego twarzy... smutek? Rozczarowanie? Nie, na pewno nie to. Był przecież z tą blond cizią, dla mnie był kolegą.
- Greg, muszę się zbierać, zaraz mam sztukę! Widzimy się po lekcjach. - Nim się pożegnaliśmy, wymieniliśmy numerami telefonu. Szybkim krokiem przeszłam przez puste boisko, tym samym zbliżając się ku Niall'owi.
- Cześć Vivi... - Zaczął, trzymając swą dłoń na karku. - Kto to był? - Zapytał, kierując swoje błękitne tęczówki na moje.
- Greg, kolega. Poznałam go niedawno. - Wytłumaczyłam, krzyżując ręce.
- Gregory? Każdy tylko nie on. - Prychnął przewracając oczami.
- Co masz na myśli? - Zdenerwowałam się. Nie będzie mi dyktować z kim będę się zadawać.
- Szkolny sportowiec, każda laska się za nim ugania. Uważaj na niego. - Ostrzegł.
- Niall, do cholery, czy Ty się słyszysz? Nie masz do mnie żadnego prawa, rozumiesz? Żadnego! Równie dobrze mogę tak powiedzieć o tej Twojej biuściastej dziewczynie... Nie sądziłam, że masz tak nikły gust. - Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Żałuję, że nie mam prawa. Uwierz. - Odparł smutno. - To bardziej skomplikowane niż myślisz. Ale wątpię, żeby to Cię zainteresowało. Zajmij się Gregiem. - Powiedział chłodno, po czym obrócił się na pięcie i odszedł.
To był cios powyżej pasa. Zabolało. Co rozumiał poprzez tego, że nie miał do mnie prawa? Moja podświadomość krzyczała, że ów chłopak być może darzy mnie jakimś uczuciem ale te myśli szybko wybiłam sobie z głowy. Poszłam na lekcje. Z trudem przebrnęłam przez kolejne pięć godzin zajęć. Napisałam smsa do Grega, że przepraszam, ale nie pojawię się na jego treningu, ponieważ źle się poczułam.
Stając przed szkołą poczułam na biodrach czyjeś dłonie. Znajomy zapach dotarł do moich nozdrzy. Horan.
- Czego chcesz? - Zapytałam cicho.
- Porozmawiać. Daj mi szansę to wyjaśnić. Proszę. - Stanowczo powiedział. - Chodźmy do kawiarni, obiecuję, że opowiem Ci wszystko. - Kontynuował chłopak, odwracając mnie do niego przodem.
- A więc? - Wysilił się na lekki uśmiech. Nie mogłam mu odmówić, zależało mu. Sama również czułam, że chcę tych wyjaśnień.
- W porządku chodźmy.
W ciszy ruszyliśmy do lokalu oddalonym przecznicę dalej. Siadając przy stoliku zamówiliśmy kawę.
- Dziewczyna z którą mnie widziałaś to Camille. Jestem z nią bo nasza wytwórnia mi tak narzuciła... Prawda jest taka, że....
W tym momencie urwę część rozdziału czwartego. Jeśli znajdą się pod postem komentarze, to będę kontynuować opowiadanie. Pozdrawiam ciepło. :)
Kontakt: twitter.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz