poniedziałek, 25 listopada 2013

rozdział trzeci

...
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wdzierały się przez okno. No tak, przecież zapomniałam o roletach. Ze złością wcisnęłam twarz w poduszkę, z myślą, że już nie zasnę. Zrezygnowana zwlekłam się z łóżka, leniwie przeciągając. Włosy związałam w niedbałego koka, a następnie pomaszerowałam na śniadanie. W kuchni zastałam już moją mamę, która smażyła dla nas jajecznicę. Obdarowałam ją szerokim uśmiechem. 
- Dzień dobry, wiedziałaś na co mam ochotę. - Pochwaliłam rodzicielkę, wyjmując z szafki dwa talerze i sztućce, które ułożyłam na blacie kuchennym. Zaparzyłam dla nas herbatę, a następnie usiadłyśmy, aby skonsumować śniadanie. 
- Dziś podwiozę Cię do szkoły, jutro będziesz musiała już sama tam dotrzeć. Nie jest daleko, dasz sobie radę. - Powiedziała.
- Dziękuję, muszę bardziej poznać okolicę... Poza tym nasza lodówka świeci pustkami, po szkolę przejdę się na jakieś zakupy. Wieczorem zrobię kolację dla nas. - Zapewniłam ją, jedząc dalej. Czas śniadania upłynął nam bardzo szybko. Brudne naczynia wstawiłam do zmywarki, a idąc do swojego pokoju.
- Vivienne! Za piętnaście minut widzimy się na dole! - Krzyknęła mama, idąc do swojej sypialni. 
Znajdując się w pokoju, przebrałam się w jasne jeansy, czarną bokserkę, a na ramiona narzuciłam niebieską bejsbolówkę. Oczy jak zwykle musnęłam eyelinerem, włosy rozczesałam. - byłam gotowa. Na jedno ramię zarzuciłam plecak, po chwili znajdowałam się w korytarzu.
- Maaaaaaaaaamo! Pośpiesz się! - Och, jak zwykle to ja musiałam czekać na nią. Tak szczerze, nie lubiłam spędzać dużo czasu przed lustrem. Nosiłam to, co było wygodne, a sam widok sukienki sprawiał zawroty głowy. Po pięciu minutach oczekiwania wyszłyśmy z domu. Podróż do szkoły nie trwała długo. Po drodze mijaliśmy kilka sklepów, do których koniecznie zajrzę. Znajdując się już pod szkołą, ucałowałam rodzicielkę w policzek.
- Viv, wszytko jest załatwione, lekcje masz w sali 114. Miłego dnia, skarbie. - Wysiadłam z auta, z trzęsącymi się kolanami idąc ku dość sporemu budynkowi. W przedsionku znajdowały się wyróżnienia, puchary, zdjęcia oraz medale. Długi korytarz rozwidlał się, a na końcu znajdowały się schody na drugie piętro. Zwiedzę cały budynek przy możliwej chwili. Wchodząc na piętro, znalazłam salę 114. Lekcje już się odbywały. Niepewnie otwarłam drzwi do sali, a wzrok wszystkich został skupiony na mnie. W ostatniej ławce siedział nikt inny jak Niall. Przypadek? Ze zdziwienia lekko otworzyłam usta, nie mogąc ukryć lekkiej tremy i strachu.
- Dzień dobry! Nie bój się, wchodź. Jestem Susanne Jackins, Twoja nowa wychowawczyni. - Zlustrowałam wzrokiem kobietę. Była dość młoda, czarne włosy sięgające za ramiona. Od razu wzbudziła moją sympatię. - Klaso, poznajcie Waszą nową koleżankę. Mam nadzieję, że miło ją przyjmiecie. Może opowiesz coś o sobie? - Tego pytania obawiałam się najbardziej.
- Uhm, wydaje mi się, że nic ciekawego o mnie się nie dowiecie. Ale... Jak już wiecie, mam na imię Vivienne. Pochodzę z Polski, gdzie chodziłam do liceum. Przeprowadziłam się tu niedawno z moją mamą... Uwielbiam książki, muzykę, mam słabość do słodyczy. - Roześmiałam się, widząc życzliwe twarze skierowane w moją stronę. - I mam nadzieję, że zawrę tu liczne przyjaźnie. To chyba wszystko. - Zakończyłam, patrząc w kierunku pani Jackins. 
- Dziękuję Vivienne. Dziś mamy lekcję wychowawczą, znajdź sobie wolne miejsce. - Uśmiechnęła się zachęcająco.
Wzrokiem poszukiwałam wolnego miejsca. Jedno, znajdowało się przy Niallu, drugie przy drobnej postury szatynce. Postanowiłam usiąść obok dziewczyny. Z tyłu udało mi się tylko usłyszeć westchnięcie blondyna.
- Cześć, Vivienne! Jestem Martha, miło mi Cię poznać. - Zaczęła szatynka. Miała duże, śliczne brązowe oczy.
- Witaj, mi Ciebie również. - Odparłam ciepło, przytulając nową znajomą. - Może znalazłabyś trochę czasu aby oprowadzić mnie po szkole? - Zapytałam, unosząc pytająco brew ku górze.
- Jas... - Nie dokończyła, ponieważ przy naszym stoliku znalazł się niebieskooki.
- Martho, wybacz ale dziś ją porywam, oprowadzisz ją kiedy indziej. - Mrugnął, wracając na miejsce. Siedziałam w osłupieniu, analizując słowo po słowie, które wypowiedział chłopak.
- Pierwszy raz widzę, żeby Niall był aż tak chętny. - Powiedziała dziewczyna z nieukrywanym zdziwieniem. Zachichotałam na to cicho, a dalszą rozmowę przerwał nam dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Wychodząc z sali zaczepił mnie Niall.
- Cześć Viv... Mogę Cię tak nazywać, prawda? - Zaczął cicho chłopak, a na jego policzki wkroczyły delikatne rumieńce. - Pomyślałem, że to ja mogę być dziś Twoim przewodnikiem, lepszego tu nie znajdziesz. - Dumnie stwierdził, kładąc dłoń na moim ramieniu. Momentalnie poczułam iskry, przeskakujące między nami, aczkolwiek zignorowałam to uczucie.
- Jasne, że możesz. Okej, zdam się na Ciebie, mam nadzieję, że nie zawiedziesz mnie! - Zmrużyłam zabawnie oko. - Poza tym, co mamy następne? 
- Geografię. Moja ulubiona lekcja! Możesz usiąść obok mnie. - Zaproponował, na co przytaknęłam.
---
Sześć godzin po tym, wychodziłam roześmiana ze szkoły. Chłopak pokazał mi wszystkie zakątki tej wielkiej szkoły, powiedział również, że w ten piątek odbywa się szkolna zabawa. 
- Z racji tego, że mieszkamy obok siebie, mógłbyś mnie odprowadzić? Jeszcze dokładnie się nie orientuję... - Podrapałam się po głowie, w geście dezorientacji. 
- Jasne, chodźmy! - Odparł, po czym ruszyliśmy.
Znajdując się w domu, znalazłam mamę w salonie, oglądającą film. Usiadłam obok, po czym zaczęłam niepewnie mówić.
- Mamo... bo wiesz, w ten piątek jest zabawa szkolna. Z tego co mi wiadomo, wszystkie dziewczyny ubierają sukienki, a nie chciałabym od nich odstawać. - Sama nie wierzyłam w to co mówię. To miejsce zaczynało mnie zmieniać. Reakcja mojej mamy była przezabawna, jednak ucieszyło ją to.
- Zadziwiasz mnie, Viv! Teraz nic nie robię, więc możemy skoczyć do centrum rozejrzeć się za czymś. - Wstała, zabierając ze stolika kluczyki od samochodu. - Na co czekasz?! Jedziemy! - Wzięła torebkę i poszłyśmy do samochodu.
- Ale mamo, nie zjadłam obiadu! - Zaczęłam narzekać, patrząc na mamę.
- Zjemy coś na miejsce, nie złość się. - Zaśmiała się, wyjeżdżając spod domu.
...
- A może ta? - Zaproponowała mama, pokazując czarną, krótką sukienkę. 
- Mamo, jestem blada, jak to będzie wyglądać? Trup w czarnej sukience, nic tylko pakować do trumny. - Ironizowałam. Mój wzrok jednak przykuł śliczna, rozkloszowana beżowa sukienka, ze złotą kokardką. - Mamo. Znalazłam. - Chwytając ją za nadgarstek, poprowadziłam do mojego celu. 
Wychodząc ze sklepu ze swoim zakupem, znów zaczęłam marudzić.
- To najdroższa sukienka jaką sobie mogłam kupić, za to miałabym już kilka dobrych płyt! - Westchnęłam, przewracając oczami. Poszłyśmy do kawiarni. Zajęłyśmy miejsca przy wejściu, po czym zamówiłam sobie sok i rogalika, a mama kawę i sernik. W oczekiwaniu na nasze zamówienie, rozglądałam się przez szybę na przychodzących ludzi. Z daleka spostrzegłam blond czuprynę, należącą do mojego kolegi. Gdy znalazł się bliżej, spostrzegłam, że trzymał za rękę jakąś blondynkę. Mocny makijaż, głęboki dekolt. Zabolał mnie ten widok. Nagle, nasze oczy spotkały się. Uśmiech z jego twarzy zniknął, jednak nie puścił ręki dziewczyny. Nie znałam go dobrze, a już wzbudzał we mnie takie uczucia. Nie chciałam stracić jedynego kolegi, którego tu znałam. Straciłam również ochotę na szkolną zabawę. Odpędziłam od siebie przykre myśli, a następnie posłałam mamie szeroki uśmiech. Był nieszczery, ale nie chciałam pokazać, że widok jego z nią mnie przejął. Kątem oka zauważyłam, że już przeszli. Odetchnęłam z ulgą, jednak myśli wciąż powracały. Gdy mój sok i rogalik znalazł się przede mną, zjadłam go powoli, tracąc ochotę na jedzenie. Musiałam jednak dokończyć, aby nie wzbudzać podejrzeń mamy.
- Viv, jak było w szkole? - Zapytała.
- Było w porządku, klasa bardzo miła. Poznałam Marthę, siedzę z nią w ławce. - Odpowiedziałam zdawkowo.
- Cudownie. Zaproś ją kiedyś, chętnie ją poznam. - Dodała, kończąc temat. Kochałam ją za to, widziała, że nie chciałam o tym opowiadać.
Po godzinie wyszłyśmy z centrum, kierując się do domu. Po drodze zahaczyłyśmy o market, gdzie kupiłyśmy produkty, na dzisiejszą kolację, oraz na najbliższe dni. 
Będąc już w domu, pomogłam rodzicielce wypakować zakupy. Byłam totalnie bez sił, dlatego od razu poszłam do siebie na górę. Uszykowałam na następny dzień książki, wzięłam prysznic. Stanęłam przed lustrem, przymierzając nową sukienkę. Opinała się na brzuchu, w talii była puszczona. Nawet mi się podobała. - Czas zacząć nowe życie, pora na zmiany. - Powiedziałam sama do siebie, a potem zdjęłam ostrożnie sukienkę, odkładając ją do szafy. Ubrałam dresy, wpakowując się do łóżka. Chwilę później włączyłam laptopa, sprawdzając portal społecznościowy. Już po chwili dostałam wiadomość od Klaudii, mojej przyjaciółki, w której napisane było, że tęskni. Uśmiechnęłam się do monitora, odpisując, że ja również. Poczułam się senna, dlatego zamknęłam sprzęt, odłożyłam, niemal natychmiast opadając w objęcia Morfeusza.

/ Liczę na komentarze. To naprawdę motywuje do dalszej pracy. :)
Kontakt: twitter.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz