czwartek, 28 listopada 2013

rozdział czwarty


Obudziłam się z krzykiem. Znów powracający we śnie koszmar. ON. Jego podły uśmiech. Radość w oczach, mój ból. Mój strach, jego szczęście. Błysk ostrza przed oczami. Wrzask. Paraliżujący. Pustka, nicość, wielka, czarna otchłań zabierająca wszystko. Mój oddech był bardzo niespokojny. To nie pierwszy raz gdy śni mi się to. Możliwe, że w dzieciństwie mogło coś się zdarzyć, jednak nic nie mogłam sobie przypomnieć. Uspokoiłam się, po czym powoli wstałam. Wzięłam do ręki mój telefon: cholera, zaspałam! To podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Szybko nałożyłam na siebie legginsy oraz sweterek, zgarnęłam plecak i zbiegłam na dół. Na kuchennym blacie znajdowała się kartka od mamy.
"Viv, mam zlecenie, wrócę jutro rano. Pieniądze masz w szafce, powodzenia. Mama." Przyswoiłam wiadomość, chwyciłam jabłko i wyszłam. Do szkoły dotarłam w trakcie drugiej lekcji. Stwierdziłam, że nie opłaca wchodzić mi się do sali w połowie lekcji, dlatego wolałam poczekać. W automacie kupiłam coś słodkiego, a następnie poszłam na trybuny boiska szkolnego. Były puste, cisza i spokój. Nie było jednak mi to dane, na swoim ramieniu poczułam dotyk. Leniwie otworzyłam oczy, przed którymi ukazał się przystojny chłopak o brązowych oczach i czarnych lokach. Był wysoki. 
- Zasłaniasz mi moje ciepło. - Mruknęłam, zamykając ponownie oczy. Chłopak przysunął się tylko po to, aby chwilę później zająć miejsce obok. 
- Najmocniej przepraszam, nie miej mi tego za złe, ale są lekcje a Ty siedzisz tu... wagarowiczka. - Oznajmił wesoło chłopak, bacznie mi się przyglądając. Peszył mnie jego wzrok, czułam go na całym ciele.
- Poza tym jestem Greg. Zdradź mi swoje imię, ślicznotko. - Na jego słowa prawie zakrztusiłam się śliną, jednak puściłam jego słowa w niepamięć. 
- Cześć, jestem Vivienne. - Odpowiedziałam mu, widząc jego pytający wzrok. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, wolałam myśleć.
- Jesteś chyba nowa, nie widziałem Cię tu. Pierwszak? - Greg uniósł lewą brew znając odpowiedź. Odpowiedziałam skinięciem głowy. 
- A Ty? Czemu nie jesteś na lekcjach? - Zaśmiałam się, kierując wesoły wzrok ku chłopakowi. 
- Wiesz, nie mam ochoty zasypiać na lekcji o poezji, to nie moja bajka. Jestem sportowcem, mam trening po lekcjach. Jeśli zechcesz możesz popatrzeć. 
Nie miałam nic do roboty, dlatego przystałam na jego propozycję. Pomimo wcześniej reakcji, polubiłam Grega. Nadawaliśmy na tych samych falach, mieliśmy mnóstwo tematów do rozmowy. Postanowiliśmy kiedyś wyjść na miasto. 
Kątem oka dostrzegłam znajomą blond czuprynę. Patrzył na nas, widziałam na jego twarzy... smutek? Rozczarowanie? Nie, na pewno nie to. Był przecież z tą blond cizią, dla mnie był kolegą. 
- Greg, muszę się zbierać, zaraz mam sztukę! Widzimy się po lekcjach. - Nim się pożegnaliśmy, wymieniliśmy numerami telefonu. Szybkim krokiem przeszłam przez puste boisko, tym samym zbliżając się ku Niall'owi.
- Cześć Vivi... - Zaczął, trzymając swą dłoń na karku. - Kto to był? - Zapytał, kierując swoje błękitne tęczówki na moje. 
- Greg, kolega. Poznałam go niedawno. - Wytłumaczyłam, krzyżując ręce.
- Gregory? Każdy tylko nie on. - Prychnął przewracając oczami.
- Co masz na myśli? - Zdenerwowałam się. Nie będzie mi dyktować z kim będę się zadawać.
- Szkolny sportowiec, każda laska się za nim ugania. Uważaj na niego. - Ostrzegł.
- Niall, do cholery, czy Ty się słyszysz? Nie masz do mnie żadnego prawa, rozumiesz? Żadnego! Równie dobrze mogę tak powiedzieć o tej Twojej biuściastej dziewczynie... Nie sądziłam, że masz tak nikły gust. - Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Żałuję, że nie mam prawa. Uwierz. - Odparł smutno. - To bardziej skomplikowane niż myślisz. Ale wątpię, żeby to Cię zainteresowało. Zajmij się Gregiem. - Powiedział chłodno, po czym obrócił się na pięcie i odszedł. 
To był cios powyżej pasa. Zabolało. Co rozumiał poprzez tego, że nie miał do mnie prawa? Moja podświadomość krzyczała, że ów chłopak być może darzy mnie jakimś uczuciem ale te myśli szybko wybiłam sobie z głowy. Poszłam na lekcje. Z trudem przebrnęłam przez kolejne pięć godzin zajęć. Napisałam smsa do Grega, że przepraszam, ale nie pojawię się na jego treningu, ponieważ źle się poczułam.
Stając przed szkołą poczułam na biodrach czyjeś dłonie. Znajomy zapach dotarł do moich nozdrzy. Horan. 
- Czego chcesz? - Zapytałam cicho.
- Porozmawiać. Daj mi szansę to wyjaśnić. Proszę. - Stanowczo powiedział. - Chodźmy do kawiarni, obiecuję, że opowiem Ci wszystko. - Kontynuował chłopak, odwracając mnie do niego przodem.
- A więc? - Wysilił się na lekki uśmiech. Nie mogłam mu odmówić, zależało mu. Sama również czułam, że chcę tych wyjaśnień.
- W porządku chodźmy.
W ciszy ruszyliśmy do lokalu oddalonym przecznicę dalej. Siadając przy stoliku zamówiliśmy kawę. 
- Dziewczyna z którą mnie widziałaś to Camille. Jestem z nią bo nasza wytwórnia mi tak narzuciła... Prawda jest taka, że....



W tym momencie urwę część rozdziału czwartego. Jeśli znajdą się pod postem komentarze, to będę kontynuować opowiadanie. Pozdrawiam ciepło. :)
Kontakt: twitter.

poniedziałek, 25 listopada 2013

rozdział trzeci

...
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wdzierały się przez okno. No tak, przecież zapomniałam o roletach. Ze złością wcisnęłam twarz w poduszkę, z myślą, że już nie zasnę. Zrezygnowana zwlekłam się z łóżka, leniwie przeciągając. Włosy związałam w niedbałego koka, a następnie pomaszerowałam na śniadanie. W kuchni zastałam już moją mamę, która smażyła dla nas jajecznicę. Obdarowałam ją szerokim uśmiechem. 
- Dzień dobry, wiedziałaś na co mam ochotę. - Pochwaliłam rodzicielkę, wyjmując z szafki dwa talerze i sztućce, które ułożyłam na blacie kuchennym. Zaparzyłam dla nas herbatę, a następnie usiadłyśmy, aby skonsumować śniadanie. 
- Dziś podwiozę Cię do szkoły, jutro będziesz musiała już sama tam dotrzeć. Nie jest daleko, dasz sobie radę. - Powiedziała.
- Dziękuję, muszę bardziej poznać okolicę... Poza tym nasza lodówka świeci pustkami, po szkolę przejdę się na jakieś zakupy. Wieczorem zrobię kolację dla nas. - Zapewniłam ją, jedząc dalej. Czas śniadania upłynął nam bardzo szybko. Brudne naczynia wstawiłam do zmywarki, a idąc do swojego pokoju.
- Vivienne! Za piętnaście minut widzimy się na dole! - Krzyknęła mama, idąc do swojej sypialni. 
Znajdując się w pokoju, przebrałam się w jasne jeansy, czarną bokserkę, a na ramiona narzuciłam niebieską bejsbolówkę. Oczy jak zwykle musnęłam eyelinerem, włosy rozczesałam. - byłam gotowa. Na jedno ramię zarzuciłam plecak, po chwili znajdowałam się w korytarzu.
- Maaaaaaaaaamo! Pośpiesz się! - Och, jak zwykle to ja musiałam czekać na nią. Tak szczerze, nie lubiłam spędzać dużo czasu przed lustrem. Nosiłam to, co było wygodne, a sam widok sukienki sprawiał zawroty głowy. Po pięciu minutach oczekiwania wyszłyśmy z domu. Podróż do szkoły nie trwała długo. Po drodze mijaliśmy kilka sklepów, do których koniecznie zajrzę. Znajdując się już pod szkołą, ucałowałam rodzicielkę w policzek.
- Viv, wszytko jest załatwione, lekcje masz w sali 114. Miłego dnia, skarbie. - Wysiadłam z auta, z trzęsącymi się kolanami idąc ku dość sporemu budynkowi. W przedsionku znajdowały się wyróżnienia, puchary, zdjęcia oraz medale. Długi korytarz rozwidlał się, a na końcu znajdowały się schody na drugie piętro. Zwiedzę cały budynek przy możliwej chwili. Wchodząc na piętro, znalazłam salę 114. Lekcje już się odbywały. Niepewnie otwarłam drzwi do sali, a wzrok wszystkich został skupiony na mnie. W ostatniej ławce siedział nikt inny jak Niall. Przypadek? Ze zdziwienia lekko otworzyłam usta, nie mogąc ukryć lekkiej tremy i strachu.
- Dzień dobry! Nie bój się, wchodź. Jestem Susanne Jackins, Twoja nowa wychowawczyni. - Zlustrowałam wzrokiem kobietę. Była dość młoda, czarne włosy sięgające za ramiona. Od razu wzbudziła moją sympatię. - Klaso, poznajcie Waszą nową koleżankę. Mam nadzieję, że miło ją przyjmiecie. Może opowiesz coś o sobie? - Tego pytania obawiałam się najbardziej.
- Uhm, wydaje mi się, że nic ciekawego o mnie się nie dowiecie. Ale... Jak już wiecie, mam na imię Vivienne. Pochodzę z Polski, gdzie chodziłam do liceum. Przeprowadziłam się tu niedawno z moją mamą... Uwielbiam książki, muzykę, mam słabość do słodyczy. - Roześmiałam się, widząc życzliwe twarze skierowane w moją stronę. - I mam nadzieję, że zawrę tu liczne przyjaźnie. To chyba wszystko. - Zakończyłam, patrząc w kierunku pani Jackins. 
- Dziękuję Vivienne. Dziś mamy lekcję wychowawczą, znajdź sobie wolne miejsce. - Uśmiechnęła się zachęcająco.
Wzrokiem poszukiwałam wolnego miejsca. Jedno, znajdowało się przy Niallu, drugie przy drobnej postury szatynce. Postanowiłam usiąść obok dziewczyny. Z tyłu udało mi się tylko usłyszeć westchnięcie blondyna.
- Cześć, Vivienne! Jestem Martha, miło mi Cię poznać. - Zaczęła szatynka. Miała duże, śliczne brązowe oczy.
- Witaj, mi Ciebie również. - Odparłam ciepło, przytulając nową znajomą. - Może znalazłabyś trochę czasu aby oprowadzić mnie po szkole? - Zapytałam, unosząc pytająco brew ku górze.
- Jas... - Nie dokończyła, ponieważ przy naszym stoliku znalazł się niebieskooki.
- Martho, wybacz ale dziś ją porywam, oprowadzisz ją kiedy indziej. - Mrugnął, wracając na miejsce. Siedziałam w osłupieniu, analizując słowo po słowie, które wypowiedział chłopak.
- Pierwszy raz widzę, żeby Niall był aż tak chętny. - Powiedziała dziewczyna z nieukrywanym zdziwieniem. Zachichotałam na to cicho, a dalszą rozmowę przerwał nam dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Wychodząc z sali zaczepił mnie Niall.
- Cześć Viv... Mogę Cię tak nazywać, prawda? - Zaczął cicho chłopak, a na jego policzki wkroczyły delikatne rumieńce. - Pomyślałem, że to ja mogę być dziś Twoim przewodnikiem, lepszego tu nie znajdziesz. - Dumnie stwierdził, kładąc dłoń na moim ramieniu. Momentalnie poczułam iskry, przeskakujące między nami, aczkolwiek zignorowałam to uczucie.
- Jasne, że możesz. Okej, zdam się na Ciebie, mam nadzieję, że nie zawiedziesz mnie! - Zmrużyłam zabawnie oko. - Poza tym, co mamy następne? 
- Geografię. Moja ulubiona lekcja! Możesz usiąść obok mnie. - Zaproponował, na co przytaknęłam.
---
Sześć godzin po tym, wychodziłam roześmiana ze szkoły. Chłopak pokazał mi wszystkie zakątki tej wielkiej szkoły, powiedział również, że w ten piątek odbywa się szkolna zabawa. 
- Z racji tego, że mieszkamy obok siebie, mógłbyś mnie odprowadzić? Jeszcze dokładnie się nie orientuję... - Podrapałam się po głowie, w geście dezorientacji. 
- Jasne, chodźmy! - Odparł, po czym ruszyliśmy.
Znajdując się w domu, znalazłam mamę w salonie, oglądającą film. Usiadłam obok, po czym zaczęłam niepewnie mówić.
- Mamo... bo wiesz, w ten piątek jest zabawa szkolna. Z tego co mi wiadomo, wszystkie dziewczyny ubierają sukienki, a nie chciałabym od nich odstawać. - Sama nie wierzyłam w to co mówię. To miejsce zaczynało mnie zmieniać. Reakcja mojej mamy była przezabawna, jednak ucieszyło ją to.
- Zadziwiasz mnie, Viv! Teraz nic nie robię, więc możemy skoczyć do centrum rozejrzeć się za czymś. - Wstała, zabierając ze stolika kluczyki od samochodu. - Na co czekasz?! Jedziemy! - Wzięła torebkę i poszłyśmy do samochodu.
- Ale mamo, nie zjadłam obiadu! - Zaczęłam narzekać, patrząc na mamę.
- Zjemy coś na miejsce, nie złość się. - Zaśmiała się, wyjeżdżając spod domu.
...
- A może ta? - Zaproponowała mama, pokazując czarną, krótką sukienkę. 
- Mamo, jestem blada, jak to będzie wyglądać? Trup w czarnej sukience, nic tylko pakować do trumny. - Ironizowałam. Mój wzrok jednak przykuł śliczna, rozkloszowana beżowa sukienka, ze złotą kokardką. - Mamo. Znalazłam. - Chwytając ją za nadgarstek, poprowadziłam do mojego celu. 
Wychodząc ze sklepu ze swoim zakupem, znów zaczęłam marudzić.
- To najdroższa sukienka jaką sobie mogłam kupić, za to miałabym już kilka dobrych płyt! - Westchnęłam, przewracając oczami. Poszłyśmy do kawiarni. Zajęłyśmy miejsca przy wejściu, po czym zamówiłam sobie sok i rogalika, a mama kawę i sernik. W oczekiwaniu na nasze zamówienie, rozglądałam się przez szybę na przychodzących ludzi. Z daleka spostrzegłam blond czuprynę, należącą do mojego kolegi. Gdy znalazł się bliżej, spostrzegłam, że trzymał za rękę jakąś blondynkę. Mocny makijaż, głęboki dekolt. Zabolał mnie ten widok. Nagle, nasze oczy spotkały się. Uśmiech z jego twarzy zniknął, jednak nie puścił ręki dziewczyny. Nie znałam go dobrze, a już wzbudzał we mnie takie uczucia. Nie chciałam stracić jedynego kolegi, którego tu znałam. Straciłam również ochotę na szkolną zabawę. Odpędziłam od siebie przykre myśli, a następnie posłałam mamie szeroki uśmiech. Był nieszczery, ale nie chciałam pokazać, że widok jego z nią mnie przejął. Kątem oka zauważyłam, że już przeszli. Odetchnęłam z ulgą, jednak myśli wciąż powracały. Gdy mój sok i rogalik znalazł się przede mną, zjadłam go powoli, tracąc ochotę na jedzenie. Musiałam jednak dokończyć, aby nie wzbudzać podejrzeń mamy.
- Viv, jak było w szkole? - Zapytała.
- Było w porządku, klasa bardzo miła. Poznałam Marthę, siedzę z nią w ławce. - Odpowiedziałam zdawkowo.
- Cudownie. Zaproś ją kiedyś, chętnie ją poznam. - Dodała, kończąc temat. Kochałam ją za to, widziała, że nie chciałam o tym opowiadać.
Po godzinie wyszłyśmy z centrum, kierując się do domu. Po drodze zahaczyłyśmy o market, gdzie kupiłyśmy produkty, na dzisiejszą kolację, oraz na najbliższe dni. 
Będąc już w domu, pomogłam rodzicielce wypakować zakupy. Byłam totalnie bez sił, dlatego od razu poszłam do siebie na górę. Uszykowałam na następny dzień książki, wzięłam prysznic. Stanęłam przed lustrem, przymierzając nową sukienkę. Opinała się na brzuchu, w talii była puszczona. Nawet mi się podobała. - Czas zacząć nowe życie, pora na zmiany. - Powiedziałam sama do siebie, a potem zdjęłam ostrożnie sukienkę, odkładając ją do szafy. Ubrałam dresy, wpakowując się do łóżka. Chwilę później włączyłam laptopa, sprawdzając portal społecznościowy. Już po chwili dostałam wiadomość od Klaudii, mojej przyjaciółki, w której napisane było, że tęskni. Uśmiechnęłam się do monitora, odpisując, że ja również. Poczułam się senna, dlatego zamknęłam sprzęt, odłożyłam, niemal natychmiast opadając w objęcia Morfeusza.

/ Liczę na komentarze. To naprawdę motywuje do dalszej pracy. :)
Kontakt: twitter.

niedziela, 17 listopada 2013

rozdział drugi

... 
- Mamy mnóstwo roboty w domu, może innym razem. Chociaż wiesz co? Możesz oprowadzić mnie po okolicy, jeśli to nie problem. - Uśmiechnęłam się nieśmiało, czekając na reakcję chłopaka.
- Właśnie chciałem to zaproponować. - Z szerokim uśmiechem odpowiedział chłopak, po czym stanął obok. - Czy dostanę pozwolenie na porwanie córki na kilka godzin? - Kontynuował Niall. Widać, że lubił rozmawiać, całkiem jak ja. 
- Jeśli znajdzie się w domu przed kolacją, to owszem. Dostaniesz takie pozwolenie. - Śmiertelnie poważnie odpowiedziała Nathalie, jednak po jej mimice twarzy dało się wywnioskować, że śmieszy ją to.
- Oczywiście, proszę Pani, zobaczę co w mojej mocy! Do zobaczenia! - Podał rękę mamie, po czym gestem dał znać, że możemy ruszyć.
Było ciepłe popołudnie, słońce ogrzewało nasze twarze. Chłopak założył okulary przeciwsłoneczne, co znacznie dodało mu uroku. Przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu wzdłuż ulicy, między nami zastała niezręczna cisza, jednak nie były nam dane dalsze udręki: chłopak odezwał się.
- Viv... chciałbym Cię lepiej poznać, mogę zadać Ci kilka pytań? - Blondyn uniósł jedną brew ku górze, na co ja zachichotałam.
- Pewnie, pytaj o co chcesz! - Machnęłam ręką, obserwując niebieskookiego. 
- Gdzie mieszkałaś poprzednio? Do jakiej szkoły chodziłaś? Dlaczego przeprowadziłaś się tutaj? - Jednym tchem wyrecytował chłopak, na co ja zaśmiałam się jeszcze głośniej. - Niall, Twoje kilka pytań zamieniło się w wywiad, lawina pytań, o mój Boże! - wzniosłam ręce ku górze, wyginając usta w szerokim uśmiechu. - Poprzednio mieszkałam w małym miasteczku, w Europie, prześliczne! Chodziłam tam do równie małego liceum, niektórych nauczycieli nie wspominam zbyt dobrze... - na myśl o wstrętnej matematyczce aż zadrżałam, aczkolwiek kontynuowałam. - A przeprowadziłam się tu ze względu na mamę. Tak zadecydowała, a ja musiałam się podporządkować. Nie byłam zachwycona tym pomysłem, stawiałam opór, ale jak długo mogłam? Myślałam, że będzie gorzej, ale... wydaję się naprawdę sympatycznie. - Podsumowałam na koniec, patrząc znacząco na Nialla. - Coś jeszcze? - zapytałam, przechylając głowę w lewo.
- Tak! Tak! Co lubisz jeść? Mam zamiar zabrać Cię do knajpki. Spodoba Ci się. - rzucił z przekonaniem chłopak, przyśpieszając. 
Po chwili znaleźliśmy się przed małym, uroczym budynkiem. Horan otworzył mi drzwi, a następnie poprowadził ku wybranemu przez niego miejsce. Usiedliśmy w zacisznym kącie lokalu, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać.
- Zaraz wrócę, pójdę po nasze jedzenie. Liczę na to, że w tej kwestii mi ufasz i pozwolisz zamówić coś dobrego. - Z szerokim uśmiechem polecił, i już go nie było. W trakcie oczekiwania, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ściany pomalowany w ciepłym odcieniu beżu dodawały otuchy, mały brak ruchu sprawiał wrażenie zacisznego miejsca, gdzie można fantastycznie spędzić czas. Z rozmyślań wyrwał mnie głos nastolatka. 
- Podano do stołu, madame. - Szarmancko położył przede mną talerz z... niczym innym jak spaghetti! Klasnęłam w dłonie uradowana.
- Jednak słuchałeś! Myślałam, że chłopacy nie lubią słuchać paplaniny dziewczyn. - Dopowiedziałam, śmiejąc się. 
I tak w miłej atmosferze zjedliśmy posiłek. Rozmowę przerwały nam dwie dziewczyny, piszczące przy drzwiach wejściowych restauracji. Ich dłonie wskazywały z pewnością na mojego towarzysza. Byłam zdziwiona ich zachowaniem, co odwalały? Rzuciłam pytający wzrok w kierunku Nialla, chcąc jakichkolwiek wyjaśnień. Chłopak otwierał już usta, chcąc udzielić mi odpowiedzi, ale dziewczyny w oka mgnieniu znalazły się przy nas.
- Niall, kochamy Cię! Czy ta laska to Twoja dziewczyna? Dlaczego nam to robisz?! Chcemy z Tobą zdjęcie! Niall! - Przekrzykiwały się nawzajem z wyrzutami. Zrobiło mi się... dziwnie. Był sławny? Dlaczego nie widziałam go w gazetach? Komentarze "fanek" puszczałam w niepamięć. Mój wzrok pozostał utkwiony w nim.
- Spokojnie, dziewczyny. - Uspokoił je. Na wszelki wypadek opuściłam stolik, pod pretekstem udania się do łazienki. Wchodząc do toalety, stanęłam przed lustrem. Poprawiłam włosy, czekając chwilę. Nie miałam ochoty wracać do tych rozszalałych dziewczyn. Po pięciu minutach wyszłam, fanek na szczęście już nie było. 
- Niall... możesz mi powiedzieć co to było?
- Vivienne, bo... śpiewam w zespole na światową skalę. One Direction. - Wytłumaczył krótko.
- I te dwie dziewczyny to... Wasze fanki? - Marszczę brwi.
- Tak. Dobrze, że były same. Gdyby było ich więcej... mielibyśmy problem. - Blondyn zaśmiał się nerwowo.
- Chodźmy już stąd, jest już późno. - Zakończyłam rozmowę, wstając. W drodze powrotnej Niall pokazał mi park. Był śliczny, z pewnością tu jeszcze zawitam. 
- Uhm, mogę Cię o coś zapytać? - Zaczęłam nieśmiało, a chłopak jedynie pokiwał twierdząco głową.
- Skoro tu mieszkasz, prawda? To jeśli koncertujecie na całym świecie, wyjedziesz pewnie. A znam tu tylko Ciebie. - Niemalże szepnęłam.
- Tak, to prawda. Na szczęście trasa rozpoczyna się dopiero za dwa miesiące, spokojnie. - Uspokoił mnie. - Poza tym, jesteśmy już na miejscu. - Powiedział.
Faktycznie. Staliśmy właśnie przed moim domem. Nie chciałam się jeszcze z nim żegnać, nie powiedział mi nic o sobie. 
- Do zobaczenia, Vivi. Mam nadzieję, że niebawem. - Ciepłym tembrem głosu oznajmił chłopak, po czym złożył na moim policzku pocałunek.
- Do zobaczenia. - Ruszyłam do domu. Będąc w korytarzu, oznajmiłam mamię, że nie jestem głodna. Poszłam do pokoju, uprzednio biorąc szybki prysznic. Położyłam się na łóżku, rozpamiętując dzisiejsze spotkanie. Z uśmiechem na ustach zasnęłam.

piątek, 15 listopada 2013

rozdział pierwszy


- Mamo, wciąż nie rozumiem jak mogłaś mi to zrobić! - krzyknęłam. Do tej pory nie byłam w stanie pojąć, dlaczego o wszystkim dowiadywałam się jako ostatnia. W połowie roku szkolnego miałam się wyprowadzić? Wciąż w to nie wierzę... Zostawić liceum, ukochanych przyjaciół na rzecz lepszej pracy własnej matki. Powinnam się przyzwyczaić do tego, nigdy nie ustalała niczego ze mną.
- Robię to tylko dla naszego dobra, w końcu zamieszkamy we własnym domu, zobaczysz. Szybko się tam odnajdziesz, jestem tego pewna. - odpowiedziała.
- Dla mojego dobra chcesz, abym wyjechała do Irlandii? Poważnie? - zakpiłam, przewracając oczami. Nie podobała mi się ta opcja. W prawdzie nie miałam problemów z językiem, jednak za nic w świecie nie chcę opuszczać tego małego miasteczka. Ma swój urok.
- Nie rozumiesz, że tu nie mamy żadnej przyszłości? Koniec dyskusji, wyjeżdżamy za dwa dni. Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy, resztę kupimy na miejscu. - stwierdziła, po czym odwróciła się i wyszła z mojego pokoju.
Czując jak przez moje ciało przechodzą nieprzyjemne dreszcze, postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki. Po dłuższej rozmowie z nią nie wiedziałam co począć. Stanęłam przed lustrem: w jego odbiciu znajdowała się chuda, niska dziewczyna, o dużych, niebieskich oczach i długich, brązowych włosach.
- Och, dlaczego to przytrafiło się akurat mi? - Wzdycham, przeczesując dłonią włosy. Postanowiłam wziąć długi, relaksujący prysznic. Po długich czterdziestu minutach wyszłam do zaparowanego pomieszczenia. Przebrałam się w ukochane dresy, a następnie udałam się do szafy. Otwarłam ją, machinalnie lustrując wzrokiem. 
- Na spakowanie ubrać nie potrzebuję mnóstwa czasu, dam radę. - upewniam sama siebie, biorąc głęboki wdech. Moje ostatnie dni w murach tej szkoły... na samą myśl w moich oczach pojawiają się łzy. Nim się zorientowałam, była już godzina dwudziesta. Przygotowałam się na czwartkowe zajęcia, przeglądając materiał, tym samym upewniając się, że na jutro nic nie mam. Z ulgą odstawiłam plecak tuż obok łóżka, po czym położyłam się. Muzyka, którą włączyłam, dawała mi chwilę na refleksje. Jak to będzie? Czy poznam tam kogoś? Czy ktokolwiek mnie tam polubi? Cholera, nikt nie powiedział, że będzie łatwo... Z taką myślą zasnęłam. 
Następnego ranka obudził mnie dźwięk telefonu - budzik. Wyłączyłam go, a następnie wstałam. Niechętnie pozbyłam się swoich dresów i wcisnęłam w jeansy. Zeszłam na dół, na śniadanie, które sama uprzednio uszykowałam, ponieważ moja mama była w pracy. Po niecałych dwudziestu minutach wróciłam do pokoju, aby namalować na powiekach kreski eyelinerem, mój nieodłączny towarzysz. Zerknęłam na zegarek, jak zwykle na czas. Leniwym krokiem ruszyłam ku drzwi, aby dotrzeć na przystanek autobusowy. Docierając na miejsce, nie musiałam długo czekać, aż mój środek transportu nadjechał. Podróż do liceum trwała dziesięć minut, którą umilały mi moje słuchawki i muzyka. 
Idąc do szkoły, jak zwykle wstąpiłam do sklepu po coś słodkiego, a następnie do piekarni na rogu po coś na ciepło. W klasie uważana byłam za strasznego głodomora, pomimo mojej wagi. Dochodząc pod salę, w której odbywały się zajęcia, zostałam przywitana przez koleżanki z klasy. Na wieść, o tym, że odchodzę, atmosfera znacznie się pogorszyła. Nie chcąc dalej o tym rozmawiać, zmieniłam temat. Nim się spostrzegłam, dziewięć lekcji minęło jak z bicza strzelił. Poinformowałam dziewczyny, że jutro nie pojawię się w szkolę, ponieważ muszę się spakować. Pożegnałam się z wszystkimi. Po godzinie znajdowałam się w domu. Rzucając mamie szybkie "nie jestem głodna". Od razu wzięłam się za pakowanie. Nie zajęło mi to dużo czasu. Postanowiłam zejść na dół, do kuchni, gdzie zastałam mamę.
- Zjesz coś? Zrobiłam kanapki. - podsunęła mi pod nos talerz z pieczywem.
- Uhm... musiałabym. - westchnęłam, zabierając chleb z talerza.
- Wiem, że to dla Ciebie ciężkie, ale postaw się w mojej sytuacji, to dla nas jedyna możliwość. Poza tym, to spodoba Ci się tam.
- Mamo, gdzie zamieszkamy? - Zmieniłam temat.
- Mullingar. - Odpowiedziała.
- Żebym jeszcze wiedziała gdzie to jest. - przygryzłam dolną wargę, lustrując twarz rodzicielki.

*dzień przyjazdu do Mullingar.*

- Jaki ogromny dom! Stać nas na niego? - zapytałam oszołomiona, wpatrując się w wielki budynek, z białym płotem i dużej wielkości ogrodem. Był wręcz idealny. Spodziewałam się zniszczonej rudery, nie było nas stać na takie luksusy.
- Oczywiście, tu wszystko zmieni się na lepsze, córeczko. - Stwierdziła mama, po czym pogłaskała mnie po głowie.
Postanowiłyśmy więc wejść, jednak uniemożliwiło nam to donośne chrząknięcie. Odwróciłam się, a za mną stał pewien blondyn, dobrze ubrany, o przenikliwym spojrzeniu. Całkiem niezły - powiedziałam w myślach, patrząc uważnie na chłopaka.
- Przepraszam, że teraz nachodzę, ale chciałem przywitać nowych sąsiadów, byłem ciekaw kto znów tu się wprowadzi. Nazywam się Niall. Niall Horan. - odpowiedział niebieskooki, wyciągając ku mnie dłoń. Odwzajemniłam uścisk, zabierając głos.
- Miło mi Cię poznać, Niall. Jestem Vivienne, poznaj moją mamę Nathalie. - Ruchem dłoni wskazałam na matkę. 
- Może macie ochotę wpaść do nas wieczorem na okazję? Moja rodzina z chęcią was pozna. - Z entuzjazmem stwierdził chłopak.
- Mamy mnóstwo roboty w domu, może innym razem. Chociaż wiesz co? Możesz oprowadzić mnie po okolicy, jeśli to nie problem. - Uśmiechnęłam się nieśmiało, czekając na reakcję chłopaka.





~
Na razie tyle. Chcę poznać Waszą opinię, czy wam się podoba. Liczę na komentarze. :)